Bibliotekarskim zezem odc.3 – czyli wpływ poezji na młode bibliotekarki (red.)

W taką pogodę wiosenno-letnią bez przerwy zwalczam w sobie napadające na mnie ze wszystkich stron strofy Baczyńskiego. Uwielbiam jego wiersze. Choć kiedyś jeden z nich wpakowałby mnie w tarapaty.
Byłam wtedy młodziutka i bardzo porywcza. Biegłam do Filii Biblioteki Dziecięcej (moja pierwsza praca). Tego dnia biblioteka powinna być otwarta o godz. 8:00… Niestety wybrałam skrót przez skwer… I… stało się!!!

Gałązki wierzby płaczącej pieszczotliwie pogładziły mnie po włosach… Poczułam się małą dziewczynką. Spojrzałam trochę nieprzytomnie na matczyną dłoń – gałązkę  i wtedy strofy „Sur le pont d’Avignon” Baczyńskiego przypłynęły ku mnie. Zwolniłam krok… by nasycić się wiosną…
Wiersz. Słowo po słowie jakby śpiewała go Ewa Demarczyk…przenosił mnie w świat magii… „Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie” (…) „kantyczki deszczu wam przyniosę”… …Nagle uzmysłowiłam sobie, iż zapomniałam co dalej… Powtarzam w myślach , „odetchnij drzewem to usłyszysz”, „jak wody wiatrem oddychanie”…”białe łanie… ; białe łanie…”

I czuję, że zaraz dopadnie mnie furia, jeśli sobie nie przypomnę…
Biegiem wpadam na teren znajomego osiedla, z rozmachem wbiegam na schody klatki schodowej, w której mieści się biblioteka osiedlowa…
W głowie ” białe łanie”, klucz nie pasuje… Manipuluję przy zamku coraz bardziej podminowana… Nagle… drzwi się otwierają…
Czyżby kierowniczka była pierwsza?!

Ale nie – to tylko jakaś nowa sprzątaczka. Młodziutka …ładna…miło wygląda… Mówię grzecznie dzień dobry i nie zdejmując płaszcza kieruję się do półki z poezją… Ale co to!? Nie ma półek, nie ma książek….
Za to na wersalce – tam gdzie zwykle stoi moje biurko – siedzi dwoje maleńkich dzieci…

Na czytelników jakoś ten drobiazg nie wygląda. Włączyłam hamulec i poczułam się …głupio…  O Boże!!! 😦 Co ta pani o mnie pomyśli?? Pewnie, że  to rasowy włamywacz został przyłapany na gorącym uczynku…
Szczęśliwie kobieta uznała moje mętne tłumaczenie, że to przez Baczyńskiego pomyliłam drzwi klatki schodowej…
Od tego dnia starałam się przytomniej spoglądać na otaczającą mnie rzeczywistość. Ale co jakiś czas napytam sobie biedy… To już taka bibliotekarska przypadłość…

VF

Reklamy