Bibliotekarskim zezem odc.4 – czyli coś smacznego na dobry początek tygodnia (red.)

Naleśniki. Nie znam zbyt wielu osób, które by nimi pogardzały.
Pomaleńku kończy się dzień pracy. Jak zwykle męczący… Jestem głodna!
Taki naleśnik… np. z truskawkami – to byłby miły przerywnik.


fot. ze strony: http://farm2.static.flickr.com/


Mistrzem w smażeniu naleśników jest mój brat. Niestety on nie jest bibliotekarzem.
Jego naleśniki nie są z rodzaju „to się robi szybko”. Nie mogą być na byle czym. Musi być świeża słoninka do smarowania patelni (bo taki specjał nie może być upichcony na jakimś banalnym smalcu czy oleju). Płomień nie może być zbyt duży… ponieważ smak takiego szybkościowego naleśnika jest parszywy…
Naleśnik musi być podrzucany kilka razy zanim nabierze złocistej barwy… i cudnych, brązowych piegów…Cały rytuał…
No i nie można być wściekłym… na nikogo i na nic.
A jak już mowa o wściekliźnie i moim braciszku… to przypomniał mi się pewien dzień z przeszłości…
Jeszcze dziś słyszę jak drzwi wejściowe trzasnęły „radośnie” tak, aż książka wypadła mi z dłoni.
– Co jest na obiad?! Znowu pierogi… No nie…
Jak ktoś fuka na pierożki… Ooooo… to zaczyna się robić interesująco… Wściubiłam nos do kuchni… Cudowny widok.
„Mały” miotał się jakby go od pioruna oderwało…
– Pomóc ci?
– Nie! Nie odzywaj się do mnie!

Oparzył się nalewając herbatę… (Przelał wodę…)…
Po chwili ją posolił.
Nie odzywam się tak jak sobie życzył. Czekałam, na reakcję… Ale zawiódł mnie, bo odstawił bezmyślnie kubeczek na kraniec blatu…
Też ciekawe…
Serce mi rosło za każdym razem, kiedy jego łokieć był o centymetr od kubeczka.
Przyniosłam sobie krzesełko i usiadłam ostentacyjnie.
Nie widział mnie.
Patelnia już się przypalała a braciszek kończył trzepanie ciasta. Furie mu rosły… Majtał na lewo i prawo wszystkim co miał pod ręką…
Obstawiłam, że w ciągu trzech minut zrobi sobie krzywdę.
„Stoper” (budzik) tykał wyczekująco…
Gol!!!

Trzepnął trzepaczkę do zlewu tak celnie, że odbiła się i huknęła go w głowę…… Idealnie wymierzył odległość… No nie rozumiem jak można się dziwić, że metalowy koniec sprężynuje? Zerwałam się, żeby lecieć na pomoc… Ale brat powstrzymał mnie wymownym ruchem dłoni… po czym kopnął ślicznie…  (trzepaczkę) przy okazji krzywdząc się (w stopę.).


Rys. ze strony: http://ottakjakos.blox.pl/resource/kucharz.jpg


Naleśnik się spalił…
Serce mi krwawi.
Drugi egzemplarz (p
rzy kolejnym piruecie) spadł na palnik kuchenki gazowej…. Pokazał mi go palcem.  Miał taką pretensję wymalowaną na twarzy jakby spodziewał się, że ciasto samo „zrobiło mu wbrew”. Zdumienie skrzyżowane z pretensją… Współczułam mu całym sercem ale… siedziałam cicho, żeby mi się nie oberwało za niewinność.
Popił nerwowo herbatę i …
Nie smakowała mu… słona.
Spojrzał na mnie już całkiem przytomnie i… ocenił, że mam głupią minę… Zaniósł się śmiechem… Zaraził mnie nim. Ryczęliśmy tak oboje bez końca.

Usiadł na zwolnionym przeze mnie krześle i pozwolił mi usmażyć resztę naleśników…
Wtedy zrobiło się fajnie.
Nie powiedział mi co się stało… Nawet nie pytałam. Rozumieliśmy się
bez słów. W ciszy skonsumowaliśmy naleśniki… ech…
To doprawdy zdumiewające jak bardzo mam na nie ochotę!

VF

Reklamy